SPRZEDAWCA W SIECIÓWCE VS. KLIENT

Styczeń 23, 2018

 

WITAJCIE !

Z okazji kończących się wyprzedaży chciałabym podzielić się z moimi przemyśleniami, uwagami i ogólnie powiedzieć co najbardziej mnie w tym wszystkim wkurza. Od 17 roku życia, od czasu kiedy moja kariera zawodowa ( hehe) rozpoczęła swój bieg, mam z nimi styczność. Są różni: mili, niemili, uprzejmi, bezczelni, nienormalni, wszystkowiedzący, rozpieprzający wszystko co napotkają na swej drodze.  A mianowicie: klienci w sieciówkach. Praca w sklepie z ubraniami była moją pierwszą poważniejszą. Na pierwszy ogień trafiłam na mniejszy salon, z dużym naciskiem na obsługę,  ale był to  mój pierwszy raz to jeszcze nie wiedziałam jak na to patrzeć. Od tego czasu pracowałam jeszcze w dwóch innych sieciówkach i właśnie dzisiaj opowiem Wam, czym klienci ( oczywiście nie wszyscy) doprowadzają Nas- pracowników, do szału.

      1.Czy mogę w czymś pomóc ?

Są sklepy, w których od wejścia atakuje nas to sformułowanie. Uwierzcie mi, gdyby pracownicy mogli to wcale by Was o to nie pytali. Jest to kwestia tego, że w niektórych sklepach jest bardzo duży nacisk na obsługę i pracownicy muszą o to pytać, a w innych chodzi o to, że im większej liczbie klientów konkretna osoba sprzeda np. buty tym większy przychód otrzymuje jej konto 10. A więc, kiedy następnym razem na kogoś nakrzyczycie, pomyślcie i powiedzcie po prostu: ,,Nie dziękuję”. Po co tyle złości.

      2.Zoo handlowe ?

To dla mnie fenomen. Szczególnie podczas wyprzedaży. Na stołach piętrzą się wielkie góry porozpieprzanych koszulek, a klienci kopią w nich niczym zwierzyna poszukująca pożywienia. Rozumiem, że T-shirt za 9.99 to mega okazja, ale niesamowite, że coś takiego może wzbudzać dzikie instynkty. I może jedna na sto osób wpadnie na to aby złożony T-shirt odłożyć w takiej samej postaci. Trochę słabo.

      3.Zamykanie sklepu.

Najlepszy klient ? Ten, który przychodzi 5 minut przed zamknięciem i albo przymierza 13 rzeczy(nie kupując nic), albo rozwala ekspozycję. No błagam, galerie handlowe są otwarte po 12 godzin, nie wierzę, że cały dzień nie mieliście ani chwili. Zamykamy to zamykamy.

      4.Przymierzalnia.

W niektórych sklepach jest limit wnoszonych rzeczy, w niektórych nie ma. I bardzo częsta jest sytuacja, że klienci wnoszą 15 rzeczy, ale nie kupują żadnej. No już dobra, nic nie pasowało, nie każdy jest modelką. Ale czy takie trudne jest wywinięcie tych rzeczy na prawą stronę i powieszenie na wieszaku ? No nie sądzę. To i tak jest nic, w porównaniu do tych wszystkich gwiazdek, które uważają, że odniesienie rzeczy na wieszak przed przymierzalnią nie jest ich godne i zostawiają je, takie powywijane, w przymierzalni. No hit ! Już w ogóle pomijając Panie, które zostawiają pół makijażu na bluzkach. A potem : ,,Ja chcę rabat, ta bluzka jest brudna”.

      5.Reklamacje, zwroty i niewykształcony pracownik.

Osobiście mnie to nie spotkało, ale raz byłam świadkiem. Nie wiem dlaczego niektórzy myślą, że ktoś kto pracuje w sklepie odzieżowym i jest młody to wylądował tam bo się nie uczył. Większość pracowników to studenci. I przypuszczam, że osoby, które mają tyle klasy aby rzucać takimi tekstami, mają co najwyżej wykształcenie średnie. I takie słowa padają najczęściej, kiedy reklamacja nie jest uznana lub nie chcemy przyjąć Waszego zwrotu.

Oczywiście to nie wszystko i jest tego dużo, dużo więcej. Ograniczyłam się do tych, które drażnią mnie najbardziej. Zawsze jednak znjadzie się jakieś słoneczko w tej pochmurnej pracy, w postaci miłego klienta, z którym można pośmieszkować. Ludzie bądźcie ludzmi. Tyle z mojej strony. A co Wy na to ?